O autorze
Projektant architektury, architekt wnętrz, historyk sztuki, konserwator. Autor projektu klasycznej zabudowy ambasady USA i licznych realizacji na Zamku Królewskim w Warszawie.

Sir Anthony Blunt. Geniusz, szpieg i zdrajca w jednej osobie

Dziś, kiedy emocje wygasły, przypominam złożone losy wielkiego historyka sztuki i słynnego szpiega-zdrajcy. Jego ambicją było sekretna gra i manipulacja losami świata. Nie on jeden padł jej ofiarą.

Sir Anthony Blunt, zmarły w 1983 roku, był światowej sławy profesorem historii sztuki, niepodważalnym autorytetem od twórczości Nicolasa Poussin, autorem wielotomowego encyklopedycznego katalogu dzieł tego malarza.



Ogromne dossier, które zgromadził i pozostawił instytutowi Courtaulda, jest do dziś podstawą do wszelkich badań na temat Poussina. Jego zdanie decydowało, czy obraz był wart fortunę i walczyły o niego największe kolekcje, czy pozostawał w cieniu jako dekoracyjny obiekt.

Kurator kolosalnej kolekcji malarstwa Jerzego VI i Elżbiety II, spokrewniony z domem Windsorów.

Dyrektor, w owych czasach najznamienitszego Instytutu Sztuki w Londynie, im. Samuela Courtaulda, wysoki, elegancki, wytworny meteor intelektu z gończym instynktem do piękna.

Poussin, jak każdy geniusz, podrywał do lotu rasowe ptactwo. Blunt z pewnością był rzadkim gatunkiem drapieżnego łowcy. Z Poussinem stanowili niezwykłą parę, dając życie jeden drugiemu. Wykładał fascynująco, z oczami w czubkach lśniących butów budując napięcie swobodną potęgą niebywałej erudycji, osobistego uroku i błyskotliwych spostrzeżeń. Złożone czubkami manikiurowane dłonie, z sygnetem na palcu, obok kilku mniejszych pierścieni stanowiły o jego inklinacjach pozaintelektualnych.

Podczas uroczystego koktajlu z początkiem roku studenckiego zgodnie z obyczajem, witał każdego z osobna. Mnie, gościowi z komunistycznego kraju, poświęcił więcej uwagi niż innym. Pytał o sytuację ekonomiczną, nastroje polityczne jakie składały się na obraz kraju, zdumiewając gruntowną wiedzą o jej politycznych meandrach.

Połechtało mnie w dumę narodową zupełnie błędnie. W kilka lat później huknęło. Od rana tego dnia gazeciarze wykrzykiwali sensacyjny tytuł wszystkich gazet jak Fleet Street długa i szeroka. BLUNT – THE FOURTH MAN! Dla mnie zdanie-ostryga. Jaki czwarty człowiek?

Osłupiałem, kiedy dotarło do mnie, co czytałem. Otóż historia powojennej Anglii dudniła jak wóz po bruku trzema nazwiskami zdrajców, asów brytyjskiego wywiadu. Kim Philby, Guy Burgess, Donald McLean. Oto trzej dawni studenci Trinity College, Oxford, postacie z elity brytyjskiej, odfrunęli do Moskwy od miodu najskrytszych sekretów brytyjskiego wywiadu, który od lat lali w radzieckie ucho. (Dwóch ostatnich przekazało w latach 50-tych władzom sowieckim dokumenty budowy bomby atomowej). W ostatniej chwili ktoś szepnął im, że wpadunek bliski.

Sprawa była z przed lat, ale wtedy dopiero prasa wykryła, co wywiad brytyjski już wiedział dawno, że był to Sir Anthony Bunt. Wtedy widzieliśmy go po raz ostatni. W trakcie wykładu gładko i po mistrzowsku odpowiedział na pytanie, które miało go osaczyć i wyszedł, znikając z uczelni jakby go zatomizowano.

Koniec nie gra roli. Zwrócił tytuł szlachecki zanim mu go odebrano, oraz wszelkie odznaczenia i przywileje. Pogarda dla niego stała się miarą patriotyzmu narodowego.

Próbował brać go w obronę Graham Greene, który podobnie przychylnie patrzył w Rosję Radziecką. Zagadką pozostało dlaczego ten uniwersytecki tuz, filar elit arystokratycznej Anglii, przygotowywał grunt pod wypalanie ich żelazem. Ponoć miał być komisarzem do spraw sztuki w komunistycznej Anglii. Nie wiem czy miał poczucie wznoszenia z popiołów nowego świata.

Może widział się jako Orfeusz w Hadesie, gardzący tłumem, który miał zbawiać. Ostatecznie został pozbawiony wszystkiego, niczym Belizariusz, o którym napisał piękną rozprawę. Jego przyjaciel, czarujący Kim Philby, który zdążył dzięki niemu uciec i odebrać w Moskwie Order Lenina, w liście pożegnalnym do żony prosił, by pocztę przysyłać mu do „White’s”, najbardziej elitarnego klubu gentlemanów. Stamtąd miano przesyłać mu ją dalej do Moskwy.

Zgodnie z testamentem po 25 katach, pamiętniki profesora Anthony’ego Blunta udostępniane są w bibliotece Uniwersytetu Courtaulda. Tworzą błyskotliwie podany obraz skruchy splecionej z nutą przekornej urazy do siebie za wpadkę.
Trwa ładowanie komentarzy...